Bechatkowe

Szafeczki

Autor: Fernix
Wczorajszy post zrobił zasięgi(nawet zareagował minister Tomczyk), więc dla symetrii i sprawiedliwości, podobna historia z operacyjnych.

Na pewnej kompanii pewnej JW (kto ma wiedzieć, ten wie) wywalono pluton z ich jamy, by zagospodarować ją na jakiś składzik czy inną świetlice. Załatwiono im kontenery i było dobrze, aż przyszedł kwit że mają być przekazane do X brygady WOTu.

Problem w tym, że postanowiono wykonać polecenie akurat wtedy, gdy właściciele rzeczy w tych kontenerach byli po drugiej stronie kraju, na poligonie w Orzyszu. Bo takie rzeczy dzieją się z dnia na dzień i oczywiście były zaskoczeniem.

Co zatem postanowiono zrobić z tymi rzeczami dopóki właściciele nie wrócą? Czy zdeponowano je w wolnym garażu i zaplombowano? a może wepchnięto do jakiegoś magazynku czy innej piwnicy?

Otóż pi*rdolnięto to po prostu na korytarzu w budynku batalionu.

Łóżka, pełne szafki (niezamknięte, bo kontenery były zamykane na klucz), torby, kejsy, rzeczy które żołnierze mieli pobrane na siebie, oraz ich prywata, wszystko wylądowało na korytarzu, bez kogokolwiek odpowiedzialnego na piśmie lub w praktyce za pilnowanie tych rzeczy.

I tak sobie leżały, aż żołnierze wrócili. Zrobił się raban, wyeksmitowano rzeczy szefa/technika z ich poprzedniej jamy i wrócili na swoją starą jame.
Zaj*bisty ten betonowy tetris.

A co z rzeczami które leżały, niepilnowane, na korytarzu gdzie każdy mógł wejść? Cóż, jednemu coś zginęło prywatnego z szafki, innemu z kejsa, kolejnemu coś służbowego.
Amba fatima - było i ni ma.

Oczywiście klasyka gatunku, nikt meldunków nie puścił, bo bali się konsekwencji i mszczenia na jw. Stary w mieniu trzeba pokryć z własnej kasy - bo nie upilnowałeś, szweju.

I tak to leci w tym wojsku.
Bechatka